Jak się wreszcie nauczyć języka

Nauka języka obcego jest jak jazda pociągiem. Każdy kiedyś nim podróżował. Jedną stację, a może nawet kilka. Zwykle chcemy, by ta podróż trwała możliwie najkrócej. Bo liczy się cel – dotrzeć w ustalone wcześniej miejsce. Jeszcze dzieci… One to potrafią cieszyć się samą podróżą. Przyklejają zdziwione czoła do okna i gapią się tak ze zdumieniem.
A i mnóstwo pytań zadają! Ale dorośli? Ich niewiele już ekscytuje. Zrozumiałe. Znają to. Żadna to dla nich nowość.
Od czasu do czasu zerkają na zegarek. A jeśli upolują miejsce siedzące, mrużą oczy, otwierają usta i toną w lekkim śnie.
To dla nich jest ten post.

 

Zgodzicie się ze mną, że my, dorośli łatwo nie mamy, zwłaszcza w kwestii nauki języka?

Bo tak:

⇒ Czasu nie ma, bo jak nie praca to studia, a jak masz dzieci to już w ogóle…

⇒ Czegoś się niby nauczyłem, ale jak mam coś powiedzieć to ni w ząb!

⇒ To już nie ten wiek, żeby chłonąć język jak gąbka. Co innego małolaty – te to szybko łapią.

⇒ Ja to już stara. Na inne rzeczy kasa potrzebna. Niech młodzi się uczą!

⇒ A tak poza wszystkim to ja nigdy nie miałem talentu do języków.

 

Dementuję. Większość osób (90%) jest w stanie nauczyć się co najmniej jednego języka obcego. Wystarczy tylko trochę motywacji i wiary w siebie.

To prawda, że maluchom jest łatwiej, bo ich aparat mowy jest giętki i łatwiej im poprawnie wymówić dane słowo. Potrafią się uczyć bawiąc i bawić ucząc. Poza tym nie mają jeszcze tak przykrych doświadczeń edukacyjnych jak dorośli (ups..). A do tego ich główki są wolne od tysiąca spraw do załatwienia, rachunków do zapłacenia itp. itd.

Ale za to Wy dorośli macie doświadczenie i wiedzę, jakie metody i sposoby się w Waszym przypadku sprawdzają. Wykorzystajcie je. Jakbym nie widziała na własne oczy postępów uczniów języka angielskiego w wieku 20, 30, 40, 50+, to bym się nie wymądrzała. Ci którzy regularnie uczestniczą w zajęciach, są w stanie przejechać pociągiem z Wołomina do dworca W-wa Wileńska w 20 minut. W zimę! Ci co jeżdżą to wiedzą, że to niezły wynik.

Teraz powiem jaśniej. Uważam, że nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z DOBRYM nauczycielem. Ale świat i ja znamy jeszcze inne, bardziej wygodne „środki transportu:

 


UNO. Dużo słuchaj. Kup sobie audiobooka, dajmy na to, po angielsku. Tylko dobierz poziom odpowiedni do swojego. Ani za łatwy, ani za trudny. Bo się zniechęcisz i będzie po plackach. Zrób sobie totalną „imersję” (ang. immersion – zanurzenie). Szkoły językowe oferują lekcje językowe 4 razy w tygodniu po jakieś 6 godzin przez 2 tygodnie. Tym samym robisz cały semestr w niecałe 10 dni. I płacisz odpowiednio. Tutaj kupujesz płytę i słuchasz. Po kilku godzinach, oprócz zawrotów głowy, możesz odkryć, że całkiem nieświadomie myślisz po angielsku.

 

DOS. Przełam się i mów. Jeśli dałeś sobie ten luksus i posłuchałeś nagrań, o których mowa w pkt. 1, będzie Ci łatwiej. Zacznij gadać! Nie masz z kim? Zawsze możesz skoczyć do jednego z warszawskich klubów. Podreptać trochę po parkiecie aż zjawi się jakiś obcokrajowiec. Ale ja mam inną propozycję. Zacznij mówić do siebie! W domu, jak nikt nie słyszy. Sama tak robiłam. Trochę to się odbiło na mojej głowie, ale za to znam język! O czym gadać? O pogodzie, co teraz robisz, a co zrobisz za dwie godziny, co Cię dzisiaj zdenerwowało… itd. Takie catharsis? Pozwalaj sobie na tyle, ile jesteś w stanie powiedzieć. Językowo.

 

TRES. Popisz się, to znaczy popisz sobie. Poszukaj ludzi, którzy tak jak Ty chcą poćwiczyć język. Pogadać na czacie, popisać na interesujące tematy w języku obcym. Niektóre umożliwiają nawet rozmowy z native speakerami. Sprawdź chociażby te:

http://www.ang.pl/spolecznosc/gg

http://livemocha.com/

http://lang-8.com/

 

CUATRO. Zrelaksuj się. Włącz ulubiony serial lub ciekawy film i pooglądaj sobie. Po angielsku, rzecz jasna. Możesz włączyć angielskie napisy. Polskie Cię rozleniwią i za bardzo skupisz się na czytaniu. Nawet jeśli nie zrozumiesz każdego słowa to w połączeniu z obrazem będziesz w stanie ogarnąć całość. Żeby się nie zniechęcić polecam krótsze filmiki, które możesz znaleźć TUTAJ (ambitnie) lub na YouTube (… po prostu łatwiej). Wystarczy, że wpiszesz „How to (iron a shirt/ learn languages/ undo a bra strap with one hand” (!)). Proste? Sam wybierasz temat, który Cię interesuje!

 

CINCO. Czytaj po angielsku. Jakie to oczywiste! Książki uproszczone, nieuproszczone, gazetki dla uczniów, instrukcje obsługi i… napisy na opakowaniach! Kiedy ostatnio czytałeś opis działania Twojego kremu na zmarszczki? O przepraszam, kremu… kremu? Zwykle oprócz nazwy produktu, dostajemy niemałą lekturę w co najmniej dwóch językach. Poczytaj podczas mycia zębów. Ja tak robiłam i teraz ma nadwrażliwe zęby. Ale za to… nauczyłam się języka!

 

SEIS. Baw się. Jest wiele możliwości. Jedną z nich są zabawy słowne. Tym razem będziesz potrzebował drugiej osoby. Możecie najzwyczajniej pograć w Scrabble po angielsku albo… pozgadywać słowa. Weź słownik, najlepiej taki z definicjami po angielsku i ewentualnie tłumaczeniem po polsku. Wylosuj słowo. Przeczytaj drugiej osobie definicję. Spróbuj ją naprowadzić na to słowo również swoimi słowami, przykładami. Jeśli to nie idzie, zostaje zabawa w wisielca.


 

Jest po północy, a ja mogłabym tak siedzieć i pisać pewnie jeszcze do drugiej. Ale mam nadzieję, że tyle wystarczy, by pokazać, że MOŻNA. Zapomnij więc o starych doświadczeniach. Szukaj języka wszędzie. W domu, w klubie, w kinie czy w przemysłowym. Zanurz się. W przeciwieństwie do innych głębokich wód, tu na pewno nie utoniesz.

A wracając do tramwaju, w drodze do celu postaraj się dać sobie trochę przyjemności.

Miłej podróży!

 

P.S. Nie mogłam sobie darować. Posłuchajcie, a nie przestaniecie śpiewać „We’re going on a bear hunt. We’re going to catch a big one. What a beautiful day! We’re not scared…”

Pan z bardzo dużymi oczami

###

Znacie inne, ciekawe pomysły przyspieszenia czy też urozmaicenia nauki języka? Podzielcie się!

 

 

img010judo spa

Leave a Reply