Jak dobrze wybrać kurs językowy

Kuszą nas kolorowymi reklamami, promocjami, tylko 1 zł (naprawdę, widziałam!), magicznymi metodami, fajerwerkami na lekcji, przemiłymi lektorami, a nawet kawą i ciastkiem. Nie iść tą drogą? Iść, ale wcześniej przeanalizować „cudowną” ofertę i – jeśli to konieczne – w porę się wycofać. Nad czym należy się zastanowić, jakie działania (matematyczne i nie tylko) podjąć oraz jakie pytania zadać sobie i innym przeczytacie w tym właśnie krótkim artykule.

 

Here we go again, można by rzec. Nowy rok i kolejne (czytaj: te same) postanowienia. Pisałam już o tym, jak wreszcie nauczyć się języka, jak znaleźć chęci, i cierpliwość, i czas przede wszystkim. Zdaje się, że na niewiele to się zdało, bo i tak docierają do mnie uczniowie jak żołnierze po przegranej bitwie ze słowami na ustach: Samemu ciężko.

CUD, mój autorski przepis na sukces w samodzielnej nauce języka jest wielkim wyzwaniem dla niejednego. Cierpliwość, Uważność, Dyscyplina – zwłaszcza ostatnie podstawia nam nogę (a właściwie jego brak) na drodze do zrealizowania planu. Dlatego rezygnujemy. Dlatego też zaczynamy przyglądać się ofertom kursów językowych. Oto na czym powinniśmy się skupić:

 

Cena to nie wszystko

Najlepiej najtaniej, tylko czy tanio jest tanio, i czy aby na pewno warto? Brzmi niedorzecznie, ale już tłumaczę.

To że na pierwszy rzut oka cena wydaje się atrakcyjna nie znaczy że ostatecznie płacimy mniej. Po pierwsze, sprawdź o jakiej „godzinie” mowa: 45 czy 60-minutowej. Nierzadko zdarza się, że kwota dotyczy godziny lekcyjnej, czyli o 15 minut krótszej. W perspektywie całego semestru to bardzo dużo.

Po drugie, niektóre szkoły językowe podają cenę za cały semestr. Zgaduję, że dla komfortu i z szacunku do czasu klienta. Tylko co z jego portfelem? Niestety nie każdy przyszły uczeń będzie na tyle dociekliwy, by podzielić kwotę za semestr przez liczbę lekcji, by otrzymać tę właściwą i ostateczną cenę za jedno spotkanie z lektorem. Zdecydowanie łatwiej jest porównać różne oferty, gdy przed oczami widnieje ten sam mianownik.

Po trzecie, skoro mowa o komforcie.. W kontakcie z sekretariatem, metodykiem bądź bezpośrednio z nauczycielem zadawaj pytania. Jedno z bardziej istotnych dotyczy liczby uczniów w grupie. W grupie 8 czy 12-osobowej czas zdecydowanie szybciej mija, i niekoniecznie z korzyścią dla ucznia. A jednak cena kursu w tak dużej grupie zwykle cieszy nasze oko. Pomijam sytuacje, w których szkoła zakłada, czy też ogłasza, że liczba uczniów w grupie wynosi do „x” osób, a w trakcie kursu uczniów przybywa. W tej sytuacji kursant traci czas, który powinien być poświęcony jemu, jak również pieniądze, jeśli cena pozostała ta sama. Zastanówmy się, czy chcemy zaoszczędzić czy zależy nam na efektywnej i przyjemnej nauce.

 

Liczy się wnętrze

Po zapoznaniu się z ceną, liczbą godzin (i minut w tej godzinie) oraz liczbą uczestników w grupie czas przejść do pytań „dla zaawansowanych”.

Zacznijmy od osoby, w rękach której poniekąd leży językowa przyszłość ucznia. Lektor, czy też nauczyciel (ostatnio dołączyli też trenerzy językowi) winien ukończyć studia o kierunku filologicznym, ewentualnie posiadać pisemne potwierdzenie znajomości języka na co najmniej poziomie C1 oraz ukończony kurs pedagogiczno-metodyczny do nauczania języka obcego. Można również zapytać o doświadczenie lektora, choć nie dyskwalifikowałabym tylko na tej podstawie. W końcu za młodym nauczycielem może stać ogromna wiedza oraz pasja i zaangażowanie.

Kolejna sprawa to sposób nauki, a dokładniej mówiąc, materiały i metody nauczania. Czy otrzymuję podręcznik w cenie kursu czy kupuję sam? A może dostaję kserówki i dodatkowe pomoce zamiast książki? Czy w trakcie trwania semestru moja wiedza jest na bieżąco sprawdzana za pomocą testów? Już przed pierwszym spotkaniem powinieneś zostać „przeegzaminowany” poprzez test poziomujący (w formie pisemnej i/lub ustnej), który zakwalifikuje cię na odpowiedni poziom.

Następnie dowiedz się, jak wygląda nauka. Czy nauczyciel używa języka obcego? A może tylko o nim opowiada? Czy na lekcji rządzi armia usypiających ćwiczeń gramatycznych, czy też zachęca się do rozmów w języku obcym? Oczywiście można połączyć jedno z drugim. Jednak aby pozbyć się elementu usypiania dobrze jest zaangażować uczniów w dyskusje na tematy dla nich ciekawe, zaskakujące. Osobiście jestem zwolenniczką używania języka obcego jak najwięcej (nawet przez 100% lekcji). Ci którzy przełamują swoje obawy i strach przed mówieniem robią zdecydowanie większe postępy.

 

A gdyby tak sam na sam

Decydując się na lekcje indywidualne (tylko ty i nauczyciel) z pewnością zyskujemy większą przejrzystość i dopasowanie oferty do naszych potrzeb i oczekiwań. Taka możliwość wydaje się szczególnie korzystna, zwłaszcza w przypadku osób o niestałym grafiku pracy, zabieganych, a także introwertycznych. Przy regularnych spotkaniach uczeń jest w stanie poczynić ogromne postępy, dodatkowo w obszarze językowym dla niego istotnym. Jest to duża przewaga nad kursami grupowymi. Jednak cena naturalnie będzie odpowiednio wyższa. W końcu jesteśmy sam na sam z lektorem, i nikt nie szatkuje nam czasu jak Mateusz Gessler kapustę. Z drugiej strony zajęcia grupowe również dają wiele możliwości wspierających naukę języka, np. wykorzystanie gier, które w pojedynkę nie byłoby możliwe, a przynajmniej częściowo ograniczone.

Sam decydujesz, na czym ci bardziej zależy.

 

Życzę powodzenia w wyborze idealnego miejsca oraz postępów w nauce języka.