Czego mnie nauczono na studiach

Na studiach? Naprawdę? Jest taka powszechna opinia, że w szkole nauczysz się co najwyżej teorii. A ta podobno nijak się ma do prawdziwego życia i koegzystowania z innymi. Zdarza mi się rozmawiać z osobami, które konsekwentnie za hasłem „matura to bzdura”, głoszą że studia to strata czasu. I nie odnajdują większego sensu w uczelnianym bałaganie. Moja przewrotność każe mi się nie zgodzić. Śmiem twierdzić, że na dobrych studiach nabierasz nawyków, których potem pewnie nikt Cię nie będzie chciał uczyć.

Przyznam się do czegoś. Będąc studentką nie mogłam doczekać się końca… wakacji. A to dlatego, że zakochałam się w tematyce zajęć na kierunku, który mnie interesował. Zdobyłam wiedzę z zakresu swojego kierunku studiów, tak. Ale nie tylko.

Pisanie maili…

to nie SMS-owanie. Wiem, że żyjemy w wielkim pędzie i rozpędzie. Ciągle coś dzwoni, szumi, trąbi. Mimo wszystko pisanie e-maila jest tak proste, że nieznajomość bądź nieprzestrzeganie zasad jest oznaką braku szacunku dla odbiorcy. Dowiedziałam się, jak pisać dopiero na studiach (może dlatego, że wcześniej niewiele osób korzystało z Internetu) i ta wiedza tak samo przydaje się, co szkodzi mojemu spokojowi.

Nie bulwersuje mnie, tak jak pewnych językoznawców, słowo „Witam” w powitaniu. Chociaż… przestałam tej formy używać po wysłuchaniu jednego wywodu. Witać możemy kogoś u siebie w domu, prawda? Dlatego ja już nie witam. Jest jeszcze „Dzień dobry” – są tacy, co twierdzą, że przecież nie wiadomo, o jakiej porze dnia odbiorca odczyta maila. Tutaj nie przesadzałabym. Ten wariant wydaje mi się rozsądny, bo „Szanowny Panie Michale” czy po prostu „Michale” nie zawsze mi pasuje do sytuacji, a może nawet sprawia wrażenie ciut sztywniackiego. Tak więc te rzeczy mnie nie porażają. Co mnie drażni i bezlitośnie bije po twarzy to mail bez tekstu. Same załączniki. Normalnie mailowa afera!

Do tego dochodzi zła interpunkcja, przekręcanie imienia, stosowanie wielkich liter, gdzie nie trzeba i niestosowanie tam, gdzie trzeba. Kończę, bo już mi ciepło.

I na 90% nikt w dorosłym życiu nie zwróci Ci uwagi, że nie tak się pisze maile. A złe wrażenie zostanie.

Nieodpisywanie na maile to chyba oddzielny temat.

 

Szanowny Czytelniku,

 

piszę do Ciebie, bo coś mi czasem nie klika. Daj znać, jeśli u Ciebie też nie ten tego.

 

Z pozdrowieniami,

Kredkatywna

 

Plagiat…

to poważna sprawa. A w erze Internetu wydaje się, że co moje to i Twoje. Można bez umiaru kopiować, wklejać, udostępniać, tu skubnąć, tam liznąć. Hulaj dusza…

Pierwszy rok studiów. Zajęcia z Kanadyjką. Nie pamiętam nazwy przedmiotu, lecz jedna sytuacja na dobre utkwiła mi w pamięci. Studentów poproszono o napisanie eseju na wybrany temat – coś w rodzaju „Kara śmierci – za czy przeciw?” Złożyliśmy prace, a po tygodniu mieliśmy dostać oceny. Tego dnia pani profesor poinformowała z grobową miną, że wśród nas są osoby, które (bardzo jej przykro) ukradły czyjąś pracę. Dlatego też ci nieszczęśnicy zawalają przedmiot i niech się cieszą, że pani nie zgłosiła sprawy władzom szkoły. Za coś takiego grozi wyrzucenie z uczelni!

Cisza. Modliłam się o to, bym jakimś trafem nie należała do grupy nikczemników. Kiedy ostatnia kropla potu spłynęła mi po czole i w końcu westchnęłam z ulgą, razem z kolegami postanowiliśmy zbadać kto i co. Okazało się, że ten internetowy złodziej to po prostu nieświadomy tudzież roztargniony studenciak, który najzwyczajniej zapomniał wypisać listy źródeł na końcu pracy.

 

Uścisk dłoni…

i ogólny kontakt z rozmówcą. Na krótko przed obroną pracy dyplomowej zostaje tylko albo się modlić albo dopracować szczegóły. Praca już się drukuje, wiedza – byle tylko nie wypadła z głowy. A co z ogólnie pojętym dobrym wrażeniem? I tak na jednych z ostatnich zajęć z pisania ćwiczyliśmy z wykładowcą… sposób powitania.

Uściśnij dłoń zdecydowanie. Nie dawaj „zdechłej ryby”. Bądź zdecydowany w ruchu i pewny siebie w posturze. Nawiąż kontakt wzrokowy. Uśmiechnij się. Taki body language.

Ktoś powie – To przecież oczywiste! Czy na pewno? W stresie zdarza nam się zapominać, że słowa to jedno, a nasza mowa ciała to druga, są tacy co twierdzą że nadrzędna, sprawa.

 

Poza dowiedzeniem się, że słowo basic wymawia się “bejsik” a nie “bejzik” oraz że Ezra Pound był facetem, a dodatkowo Amerykańskim poetą, nauczyłam się jeszcze prawd uniwersalnych. Może banalnych. Na pewno wartościowych i związanych nie tyle z wiedzą czy doświadczeniem, co po prostu z kulturą osobistą.

Nigdy nie jest za późno, by doszlifować szczegóły. Byle tylko chcieć.

 

Leave a Reply