3 rzeczy, które utrudniają Ci życie część 1

Są takie emocje i cechy, a raczej przywary, których boimy się jak poniedziałku po weekendzie. Inne mijamy szerokim łukiem lub wręcz przeciwnie, oddajemy się im jak ranny żołnierz śmierci. Lecz podczas gdy ten ginie za swoją ojczyznę, my oddajemy hołd głupocie. A z drugiej strony „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” oraz „co zaszkodziło, to nauczyło”. Do tego MOCNO wierzę i podpisuję się pod słowami amerykańskiego pisarza XIX wieku, R.W. Emersona, że „Nasza siła wyrasta ze słabości”. Jakich słabości? I jakąż siłę możnaż z niej czerpać, e? Zapraszam niżej.

Zacznijmy od mojej ulubionej.

ZŁOŚĆ

Jest takie wyrażenie w języku angielskim, które niestety nie istnieje w dosłownym tłumaczeniu na język polski. Elbow your way through the crowd! Chyba nie można „łokciować” sobie drogi przez tłum, ale za to stwierdzenie „torować sobie drogę… łokciami” jest do zaakceptowania. Ale jako że ten blog nie wychodzi spod myszki prof. Bralczyka, szybko przechodzę do rzeczy. Złość objawia się w najróżniejszych i zwykle najciekawszych sytuacjach. Narażone są na nie takie miejsca jak centra handlowe, stadiony oraz skrzyżowanie przy Dworcu Wileńskim. Przejście dla pieszych przy samym CH Wileńska w godzinach rannych wyzwala niemało agresji i niepohamowanej złości. Łokciuje się szczególnie tych z naprzeciwka. Wszystkich, bez względu na wiek czy płeć. Jakiś czas temu widziałam jak facet walnął kobietę „z bara”. Spieszę się, spie*dalaj!

Innym sposobem na uwolnienie złości, tym razem samodestrukcyjnym, jest zgrzytanie zębami. I tak nie tylko narażasz zęby na nadwrażliwość, ale też siebie samego rozkładasz na łopatki. Takie tłumienie złości ma poważne konsekwencje psychologiczne oraz zwiększa prawdopodobieństwo zawału serca.

Wiesz sam, że przykładów zachowań, w grę których wchodzi złość jest całe mnóstwo. A co Ciebie ostatnio rozgniewało? I co z tym zrobiłeś? Zdarzyło Ci się kiedykolwiek stracić nad sobą kontrolę?

Złości są różne. Tak różne, że właściwie każdej z nich można by nadać imię. Jest na przykład taka Rutyna Złościpięta. Jeśli co dzień wkurzasz się na to samo, np. ścisk w metrze, zastanów się, czy Twoja irytacja ma sens. Jeśli jest taka możliwość, zmieniaj to, co Ci przeszkadza. Zmień środek komunikacji, pracę, miejsce zamieszkania, życie. Ale jeśli się nie da, bo inaczej do swojej wymarzonej pracy nie dojedziesz, daj spokój. Przestań narzekać, bo jak mówi Jowita, CO ZROBISZ, JAK NIC NIE ZROBISZ?!

A teraz to trudniejsze, ale warto spróbować. Skarpety na podłodze, klapa sedesowa nie opuszczona, spóźnienia, okruchy na kanapie i inne świństwa, które „życie” nam serwuje niespodziewanie, acz regularnie. Skumulowane grożą kłótnią, a ignorowane nawet rozstaniem. No i co teraz? Ja mówię 3 oddechy i 3 kroki w tył. Weź kilka głębokich oddechów, uspokój się. Pozwoli Ci to dać sobie czas na racjonalne przemyślenie sytuacji. Nie jest tak źle, to nie koniec świata. A te kroki to po to, by się cofnąć i zdystansować. Spójrz na to z innej perspektywy. Wykaż się empatią i zrozumieniem. Przecież też nie jesteś chodzącym ideałem, prawda? A jednak Twoi bliscy przymykają czasem oko na Twoje niedociągnięcia. Natomiast czasem mamy możliwość wpłynięcia na innych. Tylko że oni mogą nawet o problemie nie wiedzieć. Dlatego, jak mawiał klasyk, WARTO ROZMAWIAĆ.

warto

Idąc tokiem myślenia wspomnianego wcześniej Emersona, trzeba by z tego robaka, co gryzie w tyłek i much, co krążą w nosie uczynić jakąś siłę. W końcu gdy się złościmy, podnosi się adrenalina. Jesteśmy pobudzeni, jest POWER! Wykorzystaj energię na dobry trening, sport czy energiczny taniec. Zrób to zanim złość rozłoży Cię na macie jak to uczynił Pudzian w walce z Najmanem.

Wkurzyłeś się, że to ktoś inny dostał to, o czym TY marzyłeś i nad czym TY ciężko pracowałeś? Pozłość się, ale krótko. Uderz pięścią w stół, jeśli musisz. Ale zaraz potem zacznij działać. Pokaż, na co Cię stać! Ktoś rozdrażnił lwa i ten zaraz udowodni swoją siłę. Nie szturchaniem czy obrażaniem innych, lecz pozytywnym działaniem. Samodoskonaleniem.

Porażka odbiera nam siłę. Znam to. Przeklinam siebie i innych. Następnie mi to „zwisa.” Jeśli jednak wykorzystam swoją złość w odpowiednim momencie, okazuje się, że niepowodzenie ma dobre strony. Że prowokuje mnie do cięższej pracy i podsuwa pomysły, na które wcześniej bym nie wpadła! Jestem bardziej zdeterminowana. Jak w walce, kiedy dostaje się w twarz. I w tej złości nawalasz z całych sił. BDĘĘK!

Jak mnie coś wkurzy, dostaję większych obrotów w nogach. Ważne tylko, by biec w konkretnym kierunku. Nie nawalać jak baba w szale (i w szalu też może być) czy biegać jak żyd po pustym sklepie. Tylko się namachasz i nic z tego. Obierz cel i działaj z energią, ale i rozsądkiem.

 

zlosc

 

W kolejnym poście opowiem o wrzodzie na dupie numer dwa. Zaglądajcie!!!

Leave a Reply